O autorze
Mama Jagody i Klementyny, filozofka, autorka bloga planetafeli.com. Pasjonatka psychologii aspirująca do roli terapeuty. Podróżniczka niezmiennie zakochana w Italii. Na łamach Mamadu pisać będzie o mądrym życiu, którego jest entuzjastką; o podróżach- zwłaszcza o tej najciekawszej z podróży, jaką jest według niej macierzyństwo.

Portret mamy

Długie jesienne wieczory sprzyjają urządzaniu domowych potańcówek dla naszych pociech. Dziewczyny przebierają się w balowe suknie, wkładają baletki i tańczą, tańczą, tańczą:) Podczas jednej z takich "imprez" didżejka Jagoda włączyła płytę z polskimi hitami dla dzieci. Nie, nie z tymi najnowszymi, takimi z czasów mojego dzieciństwa czyli sprzed kilkudziesięciu (SIC!) lat. Oprócz nieśmiertelnej "Pszczółki mai" było tam kilka piosenek, które niby znałam, ale chyba pierwszy raz usłyszałam… Naprawdę.

"Mama krząta się w kuchni od rana, myśli wciąż o niebieskich migdałach…" to tylko niewinny początek, w refrenie jest już znacznie ciekawiej: "Nasza mama, mama zadumana, mama zadumana cały dzień; błądzi myślami daleko, codziennie przypala mleko" i tak dalej i tak dalej. W pierwszej chwili pomyślałam sobie, że to taki obraz matki borykającej się z depresją, obecnej tylko ciałem, duchem eksplorującej odległe światy, zupełnie nieuważnej na to, co tu i teraz. Przyłapawszy samą siebie na zbędnej być może psychologizacji wróciłam do pląsów z dziećmi, tym razem w rytm piosenki Majki Jeżowskiej. "A ja wolę moją mamę, co ma włosy jak atrament, złote oczy jak mój miś i płakała rano dziś" -smętna melodia uzupełniła treść, ponownie nakierowując moje myśli na psychologizowanie przygnębiającej całości.

Niespodziewanie z tego tanecznego wieczoru urodził się dość ciekawy temat do przemyśleń… Na ile my, współczesne mamy małych dzieci jesteśmy podobne do mam z tamtych lat? Czy rzeczywiście były one takie, jak w tekstach? W licznych rozmowach z przedstawicielkami mojego pokolenia odnajduję przykłady matek idealnie wpisujących się w słowa tych piosenek… Dzieje się to nagminnie, a schemat zwykle jest dość do siebie zbliżony. Mama fizycznie była przy dziecku, owszem. Gotowała, sprzątała, opierała i oporządzała swe dziecię. Pod względem emocjonalno- uczuciowym było jej jednak bardzo mało. Takie całkiem dorosłe już osoby mają utrwalony obraz mamy właśnie takiej- zadumanej, zatroskanej, smutnej. Przygnębionej. Nieobecnej.


Kiedy na jednym z warsztatów rozwojowych, w których miałam okazję uczestniczyć, trenerka poprosiła, by podniosły rękę osoby, które wychowywały się przy szczęśliwej, spełnionej mamie, w górę uniosły się może ze dwie dłonie. Jak na trzydziestoosobową grupę to druzgocąco mało. Przypadek? Nie sądzę.

Z drugiej strony zastanowiłam się nad tym, jak mogą widzieć mnie moje dzieci? Jaki obraz mamy kreślę swoją postawą każdego kolejnego dnia? Na pierwszy plan wysunął się obraz matki szalonej, która śpiewa z nimi "Mam tę moc" i stara się robić to najgłośniej jak potrafi, tańczy, skacze na trampolinie, wspina się po drzewach w parku linowym (nie wiedzą jeszcze, że moje wewnętrzne dziecko cieszy się wtedy i bawi co najmniej tak dobrze, jak one:))). Spontanicznej, co jakiś czas, cyklicznie;) bardziej wybuchowej i takiej, że nic tylko wrrrrrrrr!!! Potem znowu harmonijnej, radosnej, łagodniejszej? Zachodzę w głowę, co to może być za wizerunek;)

Jedno jest jednak pewne- bardzo, przebardzo nie chcę być mamą z tych piosenek. I zakładam, że Ty też nie chcesz;) Jakże pocieszający jest fakt, że to, czy się takimi matkami staniemy, czy nie, nie zależy od NIKOGO innego, wyłącznie od nas samych! Ściślej- od tego wyboru, każdego kolejnego dnia na nowo podejmowanego i tego, czy w ślad za tym wyborem (dotyczącym nastroju, bo to my go wybieramy, nie on nas!) będziemy się radować, czy zamartwiać i smucić. Od starań, by tych pogodnych dni było jak najwięcej. Od uczenia się szczęścia, trenowania swojego umysłu w jego osiąganiu. To naprawdę da się zrobić i wbrew pozorom wcale nie jest aż tak bardzo trudne, jak mogłoby się wydawać.

Nie ma dla mnie większej motywacji do praktykowania szczęścia niż ta, by moje dzieci widziały zadowoloną mamę. W formułowaniu życiowych celów ten jest on the top;) Chcę, żeby w ich pamięci utrwalił się obraz matki obecnej, jak najrzadziej błądzącej myślami daleko i robię wiele, by tak właśnie było. Dobrze jest pamiętać, że na swój "portret" pracujemy każdego dnia. Ty, ja, każda z nas. To naprawdę dzieje się tu i teraz i każda spędzona z dzieckiem minuta ma znaczenie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...