O autorze
Mama Jagody i Klementyny, filozofka, autorka bloga planetafeli.com. Pasjonatka psychologii aspirująca do roli terapeuty. Podróżniczka niezmiennie zakochana w Italii. Na łamach Mamadu pisać będzie o mądrym życiu, którego jest entuzjastką; o podróżach- zwłaszcza o tej najciekawszej z podróży, jaką jest według niej macierzyństwo.

Oczyma wyobraźni

O najnowszym spocie mającym promować nasz piękny kraj zagranicą (powstał na zamówienie Ministerstwa Spraw Zagranicznych) najpierw przeczytałam. Ilość pochlebnych recenzji kazała wierzyć, że film jest wybitny. Włączając "play" byłam pewna, że to, co za chwilę zobaczę będzie cudem nad Wisłą i cieszyłam się, że wreszcie ktoś pokazał nasz kraj tak, jak mu się należy. Bo urokliwy, bo różnorodny, bo kocham, jak żaden inny na świecie.

Film mnie nie zachwycił- sceny ukazujące Warszawę nie zachęciłyby mnie do odwiedzenia uwielbianego przeze mnie miasta, wręcz przeciwnie. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam, jak wygląda Giewont bez krzyża i nie chciałabym więcej. Pomyślałam jednak, że gdyby artysta krzyża z Giewontu nie usunął, nie byłoby sensacji i tylu odsłon, takie przecież czasy, że żeby się klikało musi zadziać się coś… kontrowersyjnego. Więc się dzieje.

Chwilę później trafiłam jednak na wypowiedź autora spotu, który opowiada o tym, dlaczego krzyża na Giewoncie nie ma. Dowiedziałam się, że wszystko, co widzimy w filmie, dzieje się w wyobraźni chłopca, który odwiedził nasz kraj i że autorowi spotu nie mieści się w głowie, że dziecko miałoby zapamiętać kawałek stali "wystający z nosa skalnego wielkoluda". Przypomniałam sobie, gdy jako dziecko pierwszy raz pojechałam do Zakopanego i nic nie zapadło mi w pamięci bardziej, niż widok na Giewont. Z krzyżem. Po tym go poznawałam, odróżniałam od innych gór, wypatrywałam z każdego miejsca. Potem, mając jakieś dziesięć, może jedenaście lat, wchodząc po raz pierwszy na Giewont z moim tatą, poznawałam historię tego "kawałka stali" i budziła ona we mnie zarówno zachwyt, jak i szacunek dla tych, którzy tak ciężką stal tam wnieśli. Kiedy dziś pytam moją niespełna ośmioletnią córkę, z czym kojarzy jej się Zakopane, to jako pierwszy wymienia właśnie Giewont. Jeszcze na nim nie była, jak dotąd oglądała jedynie z Zakopanego i okolic (na zdjęciu próbujemy namierzyć go przez lunetę), ale w pamięci zapadł najbardziej.
Odnoszę wrażenie, że Paweł Borowski w swojej wypowiedzi znacznie umniejsza dzieciom, dziecięcej wyobraźni. Na nią być może najłatwiej wiele "zwalić", mnie takie zatłumaczenie sprawy w ogóle jednak nie przekonuje. Chylę bowiem czoła przed dziećmi i ich wyobraźnią:) Jakże często moje córki zaskakują mnie, gdy po powrocie z podróży (czasem nawet po kilku miesiącach!) okazuje się, że pamiętają najmniejsze detale. Dostrzegają dużo więcej, niż ja. Widzą to, obok czego ja być może przeszłabym obojętnie, a za ich sprawą zatrzymujemy się, dowiadujemy, drążymy temat. Dziecięca wyobraźnia imponuje mi, zachwyca, nie zna granic. Zdarza się, że nadinterpretuje, rzadziej przeoczy, pominie. Czy może nie zauważyć czegoś tak wyrazistego, jak krzyż na Giewoncie? Wątpię.

Oczyma wyobraźni dzieci widzą tyle, że my, dorośli, możemy im tylko pozazdrościć;) Jeśli zatem usunięcie krzyża z Giewontu miało wywołać burzę, to wywołało. Dzieci lepiej jednak do tego nie mieszajmy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...