O autorze
Mama Jagody i Klementyny, filozofka, autorka bloga planetafeli.com. Pasjonatka psychologii aspirująca do roli terapeuty. Podróżniczka niezmiennie zakochana w Italii. Na łamach Mamadu pisać będzie o mądrym życiu, którego jest entuzjastką; o podróżach- zwłaszcza o tej najciekawszej z podróży, jaką jest według niej macierzyństwo.

O matko kontuzjowana

Doszło do mnie. Poczułam, dotarło. Chyba na dobre... Kilka dni temu robiłam dzieciakom karuzelę. W roli karuzeli występowałam ja, kręcić się chcieli wszyscy po kolei. Najmłodsza (i póki co najlżejsza) nie jest dla karuzeli żadnym wyzwaniem. Piórko. Karuzela nie nadweręża się, może się kręcić w nieskończoność. Podobnie jak w przypadku Franka- siostrzeńca, który akurat przyjechał w odwiedziny. Niewiele cięższy, daliśmy radę. Kiedy jednak próbowałam podźwignąć Starszą, mocno sprzeciwił się temu mój dysk- odmówił współpracy i trzeba było skończyć zabawę.



Poczułam (i właściwie czuję do dziś) jak bolesne mogą być następstwa szaleństw z dzieciakami… Jestę matką kontuzjowaną i choć oczywiście nie pierwszy raz doznałam kontuzji wyniku zabaw z dziećmi, to przyznaję, że pierwszy raz przeszło mi przez myśl, że my, rodzice, powinniśmy dostawać jakiś dodatek od państwa za pracę w trudnych warunkach;)

W żadnej innej relacji nie jestem i nigdy nie byłam traktowana z takim okrucieństwem! Że zacznę od włosów… Najpierw Starsza, od wieku niemowlęcego poczynając, miętoliła moje włosy przy każdej sposobności, kołtuniąc je przy tym i przyprawiając o mdłości zarówno mnie, jak i mojego fryzjera, ilekroć przyszło mu je rozczesywać. Młodsza zabawy włosami musi mieć w genach, uwielbia za nie pociągać i ma ochotę robić to przy każdym ze mną zbliżeniu. Porwanych i wyrwanych zliczyć nie zdołam.

Kopniaki. Dwuipółletnia słodka dziewczynka jest w stanie zadać podczas turlanek na łóżku taki cios w brzuch, że trudno się po nim podnieść. Niekontrolowane ruchy bolą, najgorsze są jednak te, które sięgają okolic oczu… Palec w otwartym i niczego nie spodziewającym się oku wylądował raz na tyle głęboko, że chyba tylko cud boski sprawił, że mój narząd wzroku nie ucierpiał zanadto.

Kręgosłup… W ósmym roku macierzyństwa zaczyna coraz bardziej odmawiać posłuszeństwa. A nie zanosi się na razie na to, by moje dzieci chciały mu dać odpocząć:) Zwłaszcza, że mama jest nie tylko ich ulubioną karuzelą ale także koniem, pieskiem, baranem, na którego wskakiwałyby jedna przez drugą, cały czas. Młoda, gdy tylko usiądę lub się położę, ląduje na moich plecach natychmiast- jest to już u niej odruch bezwarunkowy;) I bądź tu matką stanowczą, dbającą o siebie i swój kręgosłup (bo przecież jak ty o niego nie zadbasz to kto?), stawiającą granice! Trudno jest nie ulegać…

Macierzyństwo okazuje się być sportem mocno kontuzjogennym. Ciekawe tylko, kiedy my rodzice, doczekamy się ubezpieczenia od szkód wyrządzonych nam przez własne dzieci;) Chętnie skorzystam.
Trwa ładowanie komentarzy...