O autorze
Mama Jagody i Klementyny, filozofka, autorka bloga planetafeli.com. Pasjonatka psychologii aspirująca do roli terapeuty. Podróżniczka niezmiennie zakochana w Italii. Na łamach Mamadu pisać będzie o mądrym życiu, którego jest entuzjastką; o podróżach- zwłaszcza o tej najciekawszej z podróży, jaką jest według niej macierzyństwo.

Uczynić dziecko lepszym

Spośród wszystkich mi znanych, realny ogląd rzeczywistości cenię sobie najbardziej. Patrzę przez ten pryzmat na otaczający mnie świat, albo przynajmniej czynię starania, by jak najczęściej tak właśnie było. I oto jakiś czas temu zaczęła mi towarzyszyć wątpliwość, czy aby na pewno jest to właściwa perspektywa, jeśli o macierzyństwo idzie… Ale po kolei.

Zaczęło się bardzo niewinnie. Natknęłam się w sieci na cytat J.W.Goethego. Ślęcząc przed laty nad "Faustem" do głowy by mi nie przyszło, że jego autor stanie się moim guru w temacie macierzyństwa:))) A jednak! Stał się nim za sprawą tego oto cytatu:



"Jeśli widzimy człowieka takim, jakim on jest, czynimy go gorszym. Jeśli widzimy go takim, jakim może się stać, pomagamy mu w tym, aby taki się stawał."

Te dwa zdania wpełzły do mojej głowy, zakradły się tak głęboko, że nie sposób było przestać o nich myśleć i wnikliwie analizować… Zaczęłam się zastanawiać, jak widzę każde z moich dzieci i odpowiedź przyszła szybko. Nie była zadowalająca. Widziałam je takimi, jakie są. Z całą gamą zalet, ale i pokaźną kolekcją niedoskonałości. Tym samym czyniłam je gorszymi, nie chciałam ani minuty dłużej.

Jak sięgam pamięcią, moi rodzice również widzieli mnie dokładnie taką, jaką byłam. Co więcej, werbalizowali ten obraz i dość szybko stał się czymś na kształt poprzyklejanych etykietek. Właściwie nie mówili nic, co by nie było zgodne z prawdą i dziś już rozumiem, że w ten, bądź co bądź mało wyszukany sposób, chcieli mnie po prostu motywować, mając na uwadze moje przyszłe dobro i szczęście. Bo tego, że chcieli dobrze, jestem absolutnie pewna. Tyle tylko, że widzenie mnie taką, jaką faktycznie byłam i ubieranie tego w słowa, z dnia na dzień stawało się dla mnie coraz większym balastem. To trochę tak, jakby założyć dziecku buty z betonu, oczekując jednocześnie, że będzie latać. No fucking way, nie da rady.

Na tym samym twardym dysku mam zapisanych kilka co najmniej dowodów świadczących o tym, że Goethe miał rację… Pamiętam Asię. W latach młodości wkurzałam się czasem na te różowe okulary, przez które patrzyła na nią jej mama. To ta optyka, przy której nie widzisz w kimś żadnych wad, tylko same zalety. Często idealizująca, chwaląca w co drugim wypowiadanym zdaniu. Ale patrząc dziś na Aśkę widzę, że cholernie skuteczna:) Tomek, kolejny przykład dzieciaka widzianego przez obojga rodziców takim, jakim mógł się stać. I się stał. Najmłodszym doktorem habilitowanym na jednej z najlepszych uczelni w kraju, dobrym mężem, przykładnym ojcem. Facetem szczęśliwym, spełnionym. Przypadek? Nie sądzę…

Widzenie człowieka takim, jakim może się stać jest mi dobrze znane z coachingu. Przyznaję, działa cuda. Doświadczyłam ich, każdemu polecam. I chcę takich cudów dla swoich dzieci. Chcę dodawać im skrzydeł i patrząc na nie w taki sposób, czynić je lepszymi. Może z podpowiedzi Goethego skorzystasz i Ty?
Trwa ładowanie komentarzy...