O autorze
Mama Jagody i Klementyny, filozofka, autorka bloga planetafeli.com. Pasjonatka psychologii aspirująca do roli terapeuty. Podróżniczka niezmiennie zakochana w Italii. Na łamach Mamadu pisać będzie o mądrym życiu, którego jest entuzjastką; o podróżach- zwłaszcza o tej najciekawszej z podróży, jaką jest według niej macierzyństwo.

i nadaję ci imię...

Kiedy spodziewasz się dziecka, głowę zaprzątają Tobie setki (jeśli nie tysiące) myśli. Wszystkie one w ciągu tych dziewięciu miesięcy krążą wokół "tematu", który nosisz pod sercem. Zastanawiasz się, czy będzie zdrowy, niecierpliwie wyczekujesz dnia, w którym poznasz jego płeć, monitorujesz ruchy, kompletujesz wyprawkę. Schemat;) W miarę upływu czasu coraz częściej myślisz o tym, jak "temat" nazwać, jakie nadać mu imię.



Pamiętam dobrze emocje, jakie towarzyszyły mi przy wybieraniu imion dla moich dzieci. Przy pierwszym wątpliwości miałam dużo mniej; właściwie nie było mocnej konkurencji dla imienia Jagoda. Przy Młodszej branych pod uwagę opcji było więcej i dopiero w ostatnich tygodniach ciąży byliśmy z mężem pewni, że urodzi się Klementyna. Ale wraz z tą pewnością pojawiły się schody…

Ciąża mocno zaawansowana to czas, kiedy pytanie o imię mającego wkrótce przyjść na świat dziecka pojawia się bardzo często. Zewsząd. Zadają je zarówno znajomi, jak i osoby zupełnie obce. I tak o imieniu rozmawiałam między innymi z panią ekspedientką obsługującą mnie w sklepie, z dziewczynami spotkanymi na placu zabaw, z koleżankami i kolegami z pracy. Ku mojemu zaskoczeniu, zdecydowana większość osób, nie ważne czy znajomych, czy nie, uzurpowała sobie prawo do tego, by doradzać, oceniać i przestrzegać mnie przed skutkami tej decyzji. W gąszczu ocen mało kto pytał nas o motywację, o to czym się kierujemy wybierając takie a nie inne imię. Wielokrotnie słyszałam, że skazuję córkę na trudny żywot, bo w szkole koledzy będą się z niej śmiali, będą ją przezywać i że skrzywdzę ją na całe życie. Mocne… W dodatku zupełnie się z tym nie zgadzam. Z podstawówki pamiętam, że na przezwiska narażone były częściej te dzieci, których imiona powtarzały się w klasie i wówczas rówieśnicy szybciutko znajdowali sposób na to, by je rozróżnić. Ja Kaśka, rocznik 83, coś o tym wiem;)

Całe to nasze zamieszanie z wyborem imienia przypomniało mi się przed kilkoma dniami, gdy zachęcona wrześniowym słońcem przycupnęłam w jednej z moich ulubionych lodziarni w mieście, by zrobić sobie słodką przerwę. Przy sąsiednim stoliku siedziało kilka matek z dziećmi. Dwie z trzech pociech szczęśliwie jeszcze małe, niewiele rozumiejące z tego, co dookoła; trzecia większa, na oko cztery lata, delektowała się lodami. Mamy, bardzo eleganckie w ubiorze (mniej w mowie) debatowały nad wyborem imienia dla nowo narodzonego dziecka wspólnej koleżanki. Jedna z nich najwyraźniej o wybranym imieniu usłyszała po raz pierwszy, bo wiadomość tą przyjęła z nieskrywanym zdziwieniem. "Scarlett? Masakra… Jak można tak dziecko nazwać?" Potem posypała się jeszcze garść epitetów, koleżanka została objechana od góry do dołu przez "życzliwe" jej dusze (a dostało jej się nie tylko za wybór imienia, ale też za tak zwany całokształt) i towarzystwo poszło dalej. Przypomniałam sobie, że nieco ponad dwa lata temu byłam w bardzo podobnej sytuacji, co mama Scarlett teraz. Ze wszystkich komentarzy i debat nad imieniem dla mojej córki, usłyszałam pewnie zaledwie odsetek, mniejsza jednak o to. Ja dziś o czymś innym...

Społeczeństwo mamy trudne. Ksenofobia i zaściankowość są u nas na porządku dziennym. Gdzieniegdzie zauważalne są już zmiany, przebłyski większego otwarcia, ale w okolicznościach wybierania imienia dla dziecka widać, że zmiany te dopiero raczkują... Niejednokrotnie byłam świadkiem sytuacji, w której przyszli rodzice pierwotnie mieli zamiar nadać dziecku mniej popularne imię, ale spotykali się z tak dużą krytyką ze strony rodziny, że ostatecznie zabrakło im odwagi i rezygnowali z pierwotnych zamiarów. Szkoda, bo tym samym trochę rezygnowali z siebie.

Nie będę Wam doradzać, jakie imię wybrać. Nie będę przekonywać, że rzadkie imiona są lepsze i dlaczego. Zachęcam jednak, by podejmując tą bardzo ważną skądinąd decyzję, słuchać siebie, siebie i jeszcze raz siebie, nie innych. By nie rezygnować z marzeń, nie poddawać się presji otoczenia, by był to nasz autonomiczny wybór. Przemyślany, ale nasz. Wówczas zaprocentuje satysfakcją. Słusznych wyborów:)
Trwa ładowanie komentarzy...